Dowiedziałam się, że mojego bloga czyta więcej osób niż się spodziewałam więc chyba powinnam zacząć dbać o jakąś składnie i bardziej się starać?
Jestem tu już prawię miesiąc.
Jakie rady mogę dać przyszłym wymieńcom lub tym, którzy dopiero wylądowali?
Po pierwsze nie bójcie się. Nie wstydźcie się. Nie martwcie się czy was rozumieją (w efekcie nie mówiąc nic), tylko rozmawiajcie - najprawdopodobniej pokochają wasz akcent - tak jak było w moim przypadku.
Jeśli was poproszą o np zaśpiewanie czegoś po polsku, lub granie z nimi w gry typu "kto zrobi głupszą minę" po prostu to zróbcie - będą to przeżywać i cieszyć się jak małe dzieci. W miarę swoich możliwości żartujcie sobie z nimi - potem możecie nawet z nich ;) A co najważniejsze - uśmiechajcie się cały czas poznając kogoś, później rozmawiać z nimi i już niech wam tak zostanie. Tutaj wszyscy się uśmiechają non stop - nawet obcy dla siebie ludzie. W sklepach sprzedawcy zaczynają rozmowę, pytanie "What's up?" będziecie słyszeć jakieś 50 razy dziennie. "How's your day?" "How you doing?!"
Przygotujcie się też na pytania typu "Jak Ci się tutaj podoba do tej pory?" - słyszałam to tyle razy, że już wszyscy wiedzieli, że nienawidzę tego pytania i jak ludzie, którzy mnie już znali słyszeli, że ktoś znów się mnie o to pyta to krzyczeli "Don't even ask her about it she hates this question!" I wszyscy się śmiali.
Bądźcie otwarci i sympatyczni. Nie oceniajcie ludzi na pierwszy rzut oka bo możecie się bardzo pomylić.
Tutaj ludzie nie witają się 'buziaczkami' tylko się wszyscy przytulają.
Nauczyciele opowidają swoje historie życiowe, zaprzyjaźniają się, traktują Cię na równi ze sobą. Do dorosłych-rodziców mówi się na Ty - to znaczy YOU. Nie spotkałam się jeszcze z "Co tam u pani?" Można z nimi iść do kina czy nawet imprezować! Większość jest baaaardzo wyluzowana i kochana.
Aha, i nie wdawajcie się w żadne "drama" - jest ich tu bardzo dużo..
Nie wiem czy tak będzie wszędzie, opisuje tylko moje spostrzeżenia z Kalifornii. Tej bardziej "wild west" niż "Hollywood". Serio, mamy tu dużo cowboy'ów.
Jeśli mi się coś jeszcze przypomni to napiszę na pewno, bo wiem jak ciężko jest na początku. Ja miałam dużo dużo łatwiej, bo mam host rodzeństwo, które zna dosłownie wszystkich.. Więc czułam się bardziej komfortowo i łatwiej było mi zawierać nowe znajomości. Do tego moja host rodzina jest idealna i nie mogłam wymarzyć sobie lepszej.
Dziś na przykład podczas Study Hall porozmawiałam sobie z dziewczyną z Niemiec. Nie robiłam tego wcześniej za bardzo, bo średnio znam innych wymieńców. Poznaliśmy się i tyle.
Doszło to tego, że opowiedziała mi, że jej host rodzina jest okropna i że ich nie cierpi. (Ona jest z innej organizacji niż ja) Nie ma też host rodzeństwa więc za bardzo nie ma co robić. Dziś jej hości do niej napisali, że nie przyjadą po nią bo pojechali sobie na zakupy, więc wzięłam ją ze sobą i razem z Jasonem z którym zawsze wracam do domu odwieźliśmy ją pod same drzwi.
Mamy tu codziennie +40 stopni C więc jazda tym żółtym autobusem nie należy do najprzyjemniejszych - Tzn tak słyszałam bo ja nigdy nie musiałam z niego korzystać. Zwłaszcza jak musisz jeszcze kawałek przejść od przystanku - w tym upale to naprawdę samobójstwo.
PS: Tu nie ma chodników. Trzeba chodzić poboczem. Po co im chodniki jak wszędzie jeżdżą samochodami?
Co do mojej idealnej host rodziny.. Na prawdę ich kocham. Traktują mnie jak swoje czwarte dziecko.. Dosłownie. Jak byłyśmy na obozie siatkarskim nie mogłam za niego zapłacić.. W styczniu lecę z Shianną do Washington D.C na wycieczkę szkolną. kosztuje ona $1000 - NIE POZWOLILI MI ZA NIĄ ZAPŁACIĆ! Shianna powiedziała, że jestem członkiem rodziny, a ona za siebie nie zapłaciła.. (Mamo, napisz do Tiny, że upadła na głowę) Zabukowali też nam wszystkim wakacje w Meksyku w przyszłym roku.
Okej. Może teraz napiszę co u mnie.
Wczoraj nie miałam szkoły bo nie było prądu :))) Więc spałam we wtorek do 11. Potem poszłyśmy na basen do Emmetta i się tak opaliłam! Gwarantuje wam nie widzieliście mnie nigdy takiej.. Posiedziliśmy później u Granda w domu i pojechaliśmy coś zjeść.
Potem na mecz baseballa rodzinnego i nocowałyśmy z Shianna u Csariny. Dziś Csarina śpi u nas. Ona jest jak moja 3 host siostra. Więcej czasu spędzam z nią niż z Shianną :) Ona jest zaangażowana w prawie wszystko co się da i jest wiecznie zajęta, ale to bardzo dobrze! Jeśli chce dostać stypendium własnie to musi robić.
Aha, uwaga - Alissa moja starsza host siostra właśnie otrzymała czteroletnie, pełne stypendium do collegu! O wartości około 100 000$ tak bardzo była szczęśliwa, że płakała. Ona na to zasługuje. Jest wspaniałą osobą.. Dosłownie zawsze możesz na nią liczyć i w ogóle jeśli myślicie teraz o wszystkich innych rzeczach opisujących najlepszego człowieka świata to one na pewno ją określają! Zawsze poprawi Ci humor doprowadzając Cię do bólu brzucha ze śmiechu. Do tego nie ma facebooka (tutaj to niespotykane) była prom/homecoming queen. Jest ze swoim chłopakiem ponad 2 lata (to też tutaj dziwne) i wszyscy uwielbiają.
Boże.. brzmię jakbym się zakochała. Nie chce żeby wyjeżdżała.. Mimo, że w reszcie będę miała swój własny pokój!
Dziś byliśmy w jakieś 10 osób na siłowni - spotkaliśmy się niechcący! Pojechałam tylko ja, Shianna i Csarina, a w efekcie był jeszcze Jason, Emmett itd.. Poćwiczyliśmy i ja z Csariną i przez chwilę z Jasonem graliśmy w rocket ball.
Mamy zamiar chodzić tam teraz codziennie. Jest tam dużo rzeczy, np duży basen, sale gimnastyczne..
W weekend byliśmy nad rzeką, woda była lodowata.... aż bolało.
Nagrałam dla Ciebie Kaziu "żółty autobus jak w bajkach" - proszę ;)
Jestem tu już prawię miesiąc.
Jakie rady mogę dać przyszłym wymieńcom lub tym, którzy dopiero wylądowali?
Po pierwsze nie bójcie się. Nie wstydźcie się. Nie martwcie się czy was rozumieją (w efekcie nie mówiąc nic), tylko rozmawiajcie - najprawdopodobniej pokochają wasz akcent - tak jak było w moim przypadku.
Jeśli was poproszą o np zaśpiewanie czegoś po polsku, lub granie z nimi w gry typu "kto zrobi głupszą minę" po prostu to zróbcie - będą to przeżywać i cieszyć się jak małe dzieci. W miarę swoich możliwości żartujcie sobie z nimi - potem możecie nawet z nich ;) A co najważniejsze - uśmiechajcie się cały czas poznając kogoś, później rozmawiać z nimi i już niech wam tak zostanie. Tutaj wszyscy się uśmiechają non stop - nawet obcy dla siebie ludzie. W sklepach sprzedawcy zaczynają rozmowę, pytanie "What's up?" będziecie słyszeć jakieś 50 razy dziennie. "How's your day?" "How you doing?!"
Przygotujcie się też na pytania typu "Jak Ci się tutaj podoba do tej pory?" - słyszałam to tyle razy, że już wszyscy wiedzieli, że nienawidzę tego pytania i jak ludzie, którzy mnie już znali słyszeli, że ktoś znów się mnie o to pyta to krzyczeli "Don't even ask her about it she hates this question!" I wszyscy się śmiali.
Bądźcie otwarci i sympatyczni. Nie oceniajcie ludzi na pierwszy rzut oka bo możecie się bardzo pomylić.
Tutaj ludzie nie witają się 'buziaczkami' tylko się wszyscy przytulają.
Nauczyciele opowidają swoje historie życiowe, zaprzyjaźniają się, traktują Cię na równi ze sobą. Do dorosłych-rodziców mówi się na Ty - to znaczy YOU. Nie spotkałam się jeszcze z "Co tam u pani?" Można z nimi iść do kina czy nawet imprezować! Większość jest baaaardzo wyluzowana i kochana.
Aha, i nie wdawajcie się w żadne "drama" - jest ich tu bardzo dużo..
Nie wiem czy tak będzie wszędzie, opisuje tylko moje spostrzeżenia z Kalifornii. Tej bardziej "wild west" niż "Hollywood". Serio, mamy tu dużo cowboy'ów.
Jeśli mi się coś jeszcze przypomni to napiszę na pewno, bo wiem jak ciężko jest na początku. Ja miałam dużo dużo łatwiej, bo mam host rodzeństwo, które zna dosłownie wszystkich.. Więc czułam się bardziej komfortowo i łatwiej było mi zawierać nowe znajomości. Do tego moja host rodzina jest idealna i nie mogłam wymarzyć sobie lepszej.
Dziś na przykład podczas Study Hall porozmawiałam sobie z dziewczyną z Niemiec. Nie robiłam tego wcześniej za bardzo, bo średnio znam innych wymieńców. Poznaliśmy się i tyle.
Doszło to tego, że opowiedziała mi, że jej host rodzina jest okropna i że ich nie cierpi. (Ona jest z innej organizacji niż ja) Nie ma też host rodzeństwa więc za bardzo nie ma co robić. Dziś jej hości do niej napisali, że nie przyjadą po nią bo pojechali sobie na zakupy, więc wzięłam ją ze sobą i razem z Jasonem z którym zawsze wracam do domu odwieźliśmy ją pod same drzwi.
Mamy tu codziennie +40 stopni C więc jazda tym żółtym autobusem nie należy do najprzyjemniejszych - Tzn tak słyszałam bo ja nigdy nie musiałam z niego korzystać. Zwłaszcza jak musisz jeszcze kawałek przejść od przystanku - w tym upale to naprawdę samobójstwo.
PS: Tu nie ma chodników. Trzeba chodzić poboczem. Po co im chodniki jak wszędzie jeżdżą samochodami?
Co do mojej idealnej host rodziny.. Na prawdę ich kocham. Traktują mnie jak swoje czwarte dziecko.. Dosłownie. Jak byłyśmy na obozie siatkarskim nie mogłam za niego zapłacić.. W styczniu lecę z Shianną do Washington D.C na wycieczkę szkolną. kosztuje ona $1000 - NIE POZWOLILI MI ZA NIĄ ZAPŁACIĆ! Shianna powiedziała, że jestem członkiem rodziny, a ona za siebie nie zapłaciła.. (Mamo, napisz do Tiny, że upadła na głowę) Zabukowali też nam wszystkim wakacje w Meksyku w przyszłym roku.
Okej. Może teraz napiszę co u mnie.
Wczoraj nie miałam szkoły bo nie było prądu :))) Więc spałam we wtorek do 11. Potem poszłyśmy na basen do Emmetta i się tak opaliłam! Gwarantuje wam nie widzieliście mnie nigdy takiej.. Posiedziliśmy później u Granda w domu i pojechaliśmy coś zjeść.
Potem na mecz baseballa rodzinnego i nocowałyśmy z Shianna u Csariny. Dziś Csarina śpi u nas. Ona jest jak moja 3 host siostra. Więcej czasu spędzam z nią niż z Shianną :) Ona jest zaangażowana w prawie wszystko co się da i jest wiecznie zajęta, ale to bardzo dobrze! Jeśli chce dostać stypendium własnie to musi robić.
Aha, uwaga - Alissa moja starsza host siostra właśnie otrzymała czteroletnie, pełne stypendium do collegu! O wartości około 100 000$ tak bardzo była szczęśliwa, że płakała. Ona na to zasługuje. Jest wspaniałą osobą.. Dosłownie zawsze możesz na nią liczyć i w ogóle jeśli myślicie teraz o wszystkich innych rzeczach opisujących najlepszego człowieka świata to one na pewno ją określają! Zawsze poprawi Ci humor doprowadzając Cię do bólu brzucha ze śmiechu. Do tego nie ma facebooka (tutaj to niespotykane) była prom/homecoming queen. Jest ze swoim chłopakiem ponad 2 lata (to też tutaj dziwne) i wszyscy uwielbiają.
Boże.. brzmię jakbym się zakochała. Nie chce żeby wyjeżdżała.. Mimo, że w reszcie będę miała swój własny pokój!
Dziś byliśmy w jakieś 10 osób na siłowni - spotkaliśmy się niechcący! Pojechałam tylko ja, Shianna i Csarina, a w efekcie był jeszcze Jason, Emmett itd.. Poćwiczyliśmy i ja z Csariną i przez chwilę z Jasonem graliśmy w rocket ball.
Mamy zamiar chodzić tam teraz codziennie. Jest tam dużo rzeczy, np duży basen, sale gimnastyczne..
W weekend byliśmy nad rzeką, woda była lodowata.... aż bolało.
Nagrałam dla Ciebie Kaziu "żółty autobus jak w bajkach" - proszę ;)
| baseball |
![]() |
| moja opalenizna |
| Jeden z moich obiadów w poniedziałek |
| dopiero ze dwa dni temu ogarnęłam, że z biura Tiny u mnie w domu jest widok na salon i kuchnie |
| Jake, Csarina |
Na pewno działo się dużo więcej rzeczy, bo jestem tego pewna, ale teraz nie pamiętam co robiłam.
A! haha, mój kolega z angielskiego spytał mnie czy pójdę z nim na prom, tak bardzo się śmiałam.. Jest dopiero lipiec.. A prom jest w kwietniu.
Okej, lecę. Trzymajcie się! <3
Dziadku, bardzo Cię kocham i mam nadzieje, że jak przylecę za rok z Shianna to się jakoś dogadacie! Więc proszę do nauki angielskiego, wierze w Ciebie. Tęsknie.
:*





