środa, 12 sierpnia 2015

Polski VS. Angielski

Hej kochani!

Dzisiaj wstawiam filmik w którym razem z Nickiem próbujemy czytać i wypowiadać trudne słowa z języka Polskiego i Angielskiego!

 

Mieliśmy z siebie niezły ubaw... Dwa razy nawet mu się udało niechcący stworzyć dwa inne Polskie słowa podczas gdy próbował wypowiedzieć inne. Dajcie znać co myślicie o filmiku i subskrybujcie :)

PS. Podgłośnijcie filmik, cicho się nagrał :(

KOCHAM WAS

niedziela, 20 lipca 2014

2 lata z dala od domu

Trudno mi pisać po tak długiej przerwie. Dzięki Ci Windows za poprawę pisowni, ze składnią też by mi się pomoc przydała, tak myślę.

Jakiś czas temu kupiłam sobie dziennik, żeby w nim pisać co u mnie ciekawego. Wiecie, że od zawsze miałam milion pamiętników, więc pomyślałam, że co tam będę mieć jeszcze jeden. (Dziennik, nie pamiętnik bo nie mam przecież 13 lat.) Piszę o tym bo ten właśnie dziennik uświadomił mi jaki nieład ja mam w głowie jeśli chodzi o język. Moje wpisy tam czasem zaczynają się po polsku, a kończą po angielsku. Czasem zmieniam język po jednym zdaniu, czasem je w ogóle mieszam ze sobą. Ostatnio jednak góruje angielski, co mnie i smuci i cieszy. W końcu cały ten czas czekałam na moment w którym mój angielski będzie tak biegły, że moje myśli, sny (i wpisy w pamiętniku) będą po angielsku. Smutne jest jednak to, że pisząc po polsku, kaleczę go i układanie ładnych i sensownych zdań w moim ojczystym języku zaczyna mi sprawiać kłopot. Częstsze wpisy na blogu może by w tym pomogły, ale naprawdę ciężko mi sklecić 3 zdania po polsku bez zastanawiania się czy 'na pewno' pisało się razem czy oddzielnie. Pisząc tytuł postu musiałam wygooglować czy 'z dala' to jedno czy dwa słowa.. To mnie trochę dołuje i się poddaje.

Wybaczcie mi zatem jakiekolwiek błędy w dzisiejszym poście, no i zapraszam do czytania!

19 lipca 2012 roku, podekscytowana i przestraszona opuściłam Warszawę, żegnając się ze wszystkim słowami "Do za rok". Po przepłakanej nocy, z uśmiechem jednak przeszłam odprawę na lotniku następnego dnia. Wiedziałam, że tego dnia moje życie się zmieni, ale nie zdawałam sobie jednak sprawy, że na zawsze.

Dzisiaj mijają 2 lata odkąd się wyprowadziłam z Polski. Dużo myślałam o tym przez ostatnie dni i postanowiłam się trochę zreflektować. Znalazłam w internecie "New Years tag" i mimo, że jest środek lipca, a nie nowy rok, to postanowiłam załączyć go w dzisiejszym poście. Zawiera on 20 pytań, na które postaram się szczerze odpowiedzieć. (Źródło > http://www.incourage.me/2010/12/20-questions-for-a-new-years-eve-reflection-2.html)

 1. Co było najlepszą rzeczą, która wydarzyła się w tym roku (w przeciągu dwóch lat) ?
Opuściłam dom jako jedynaczka, teraz dzięki wymianie nie tylko mam dwie najlepsze siostry na świecie, brata, ale także tatę. Dobrze było po 17 latach życia  dostać w końcu kilka ojcowskich rad. Nie wspominając nawet o host mamie Tinie, która traktowała i nadal traktuje mnie jak własną córkę. Miałam dużo szczęścia trafiając na tak wspaniałą host rodzinę i do końca życia będę za to wdzięczna. Te kilka osób jest właśnie tą najlepszą rzeczą która się wydarzyła w przeciągu  dwóch lat. Sama możliwość wzięcia udziału w wymianie oraz zostanie tu na studia byłaby jednak niemożliwa gdyby nie moja mama. Dziękuję. Jestem taką szczęściarą. 


2. Co było najtrudniejszą rzeczą jaka się wydarzyła?
Rozstanie się z rodziną, przyjaciółmi i chłopakiem było na pewno ciężkie. Opuszczenie miejsca w którym mieszkało się całe życie jest wystarczająco trudne, jednak robienie to całkowicie samemu bez ludzi których kochasz i kochają Ciebie jeszcze to utrudnia. Jednak jeśli zależy Ci na ludziach i im zależy na Tobie, nawet gdy ich opuszczasz, to ich nie tracisz. Czasem nawet taka rozłąka jeszcze bardziej zbliża do siebie ludzi.

3. Co przyniosło Ci niespodziewane szczęście? 
- Zmiana, czy zmiany jakie zaszły i zachodzą we mnie sprawiają mi dużo szczęścia. Dzięki studiowaniu w Santa Cruz poznałam tyle niesamowitych ludzi, którzy otworzyli mi oczy na świat bardzo szeroko. Teraz jak myślę o sobie dwa lata temu, nie mogę uwierzyć jak bardzo się myliłam co do niektórych ludzi czy spraw. 
- Ironicznie, przejście przez dość ciężkie zerwanie w tym roku również przyniosło mi dużo szczęścia.
- College przynosi mi mnóstwo szczęścia. Kończąc mój freshman year ze średnią 4.0 (polskie 5.0, czyli same A) rozpierała mnie duma i radość, że ciężka praca faktycznie popłaca.
- Nowe przyjaźnie.
- Plaża i ocean.
- Przyjazd Zosi i mamy.


4. Niespodziewana przeszkoda. 
- Bariera językowa była raczej spodziewaną przeszkodą, która i tak skończyła się dość szybko.
- Brak samochodu był dużą przeszkodą w tym roku, ale dałam rade. Teraz posiadanie samochodu czasami jest jeszcze cięższe! Kto by pomyślał, że uderzę kiedyś w jelenia, będę musiała wydawać ostatnie pieniądze na benzynę, czy szukać parkingu przez godzinę?
- Możliwość pracy tylko na kampusie uczelni. To była katorga, szukanie pracy było jedną z rzeczy, która spędzała mi sen z oczu. (powiek?) Nie spodziewałam się, że będzie to tak trudne. Na szczęście dostałam prace w bibliotece, więc teraz już mogę spać.

5. Trzy słowa które opiszą te dwa lata. 
Dorastanie, zakuwanie, opalanie. (żart jestem blada jak byłam) imprezowanie się jeszcze rymuje.


6. Trzy słowa, którymi Twoja druga połówka opisałaby moje dwa lata.
Jaka druga połówka? Pizzy?


7. Trzy słowa, którymi ta druga połówka opisałaby swoje dwa lata.
Zapewne jako samotne i bardzo smutne ponieważ jeszcze mnie nie poznała. Albo zgubiła.


8. Najlepsze książki jakie w tym roku (dwa lata) przeczytałaś?
Mój podręcznik do Neurologii, The Fault in Our Stars, The Perks of being a Walflower, My Gender Workbook i Soul Communication. 

9. Z kim miałaś najbardziej wartościowe relacje? 
Host rodziną, rodzoną rodziną, przyjaciółmi, współlokatorkami, pizzą.


10. Największa zmiana od Stycznia do Grudnia zeszłego roku? (Niech będzie 2013.)
Mieszkanie samemu od zeszłych wakacji.


11. W jaki sposób się rozwinęłaś emocjonalnie?
Ojej. Dowiedziałam się, że jednak mam serce, bo na chwile wydawało mi się, że nie mam, i że miłość to nic innego jak reakcje zachodzące w naszym mózgu. Z pewnością stężenia serotoniny i dopaminy robią swoje, ale miłość chyba jednak istnieje. Ręki uciąć jeszcze nie dam. I nie mówię o miłości do rodziny czy kota, ale do tej wcześniej wspomnianej drugiej połówki, nie pizzy. Jeśli zerwanie może mną tak poniewierać, że wszystko przestaje mieć sens, to istnieje możliwość na poznania kiedyś kogoś z kim wszystko by ten sens miało.


12. W jaki sposób się rozwinęłaś duchowo?
Rozwinęłam się z największego, skupiającego się jedynie na dowodach nauki niedowiarka do kogoś kto czyta książki o tym jak kontaktować się ze swoją duszą, stara się medytować i ma na telefonie aplikacje z afirmacjami. Co z tego będzie się okaże. 


13. W jaki sposób się rozwinęłaś fizycznie?
Chyba schudłam :/ i urosłam z centymetr. A no i obcięłam 10 cm włosów.. Nic innego mi się nie rozwinęło.

14. W jaki sposób rozwinęły się Twoje relacje z innymi?
Na pewno jestem około 700 razy bardziej tolerancyjna niż byłam przed przyjazdem tutaj. Staram się za to omijać ludzi, którzy wytwarzają (?) negatywną energie i otaczać się tymi, którzy promieniują tą pozytywną. 

15. Co było najprzyjemniejszą częścią Twojej pracy (w pracy i w domu - prace zamienię na szkołę)
W szkole możliwość uczenia się tego co mnie interesuje, poszerzanie moich zainteresowań. (to chyba znaczy to samo) poznawanie nowych ludzi, nowe przyjaźnie - nawet z profesorami. W domu? Mój kot jest najprzyjemniejszą częścią mojego domu, no i moja współlokatorka. 

16. Co było największym wyzwaniem w pracy (szkole) i w domu?
Jeszcze w high school, pamiętam miałam problemy ze zrozumieniem części lekcji, teraz już to na szczęście nie jest problemem. Dużo nauki na studiach też jakoś mnie nie przytłacza, skupiam się na tym, że dobrze mi idzie i mi ciągle dobrze idzie. Jak czasami mi coś nie wyjdzie tak dobrze jakbym chciała to oczywiście jest mi smutno przez chwile, ale motywuje mnie to do cięższej pracy. Nie przyjmuje do wiadomości tego, że mogłabym nie dostać A na koniec roku więc nie dostałam nic innego niż A odkąd miałam B ze statystyki i prawdopodobieństwa w zeszłym semestrze. Nauka mi tak nie przeszkadza, wstawanie rano jednak tak. Co do domu - ojeej. Przez rok mieszkałam z Niną i było super, teraz się wyprowadziła więc przez miesiąc mam pokój dla siebie, za to na miejsce innej współlokatorki z pokoju obok wprowadziła się Caitlin - moja przyjaciółka co jest również super. Problem tkwi na dole domu. Współlokatorka z dołu nieźle potrafi nam działać na nerwy, ale obecnie żyjemy już w zgodzie. Jako takiej. Nie będę nawet wspominać o płaceniu rachunków bo sama myśl o tym przyprawia mnie o ból serca, oraz o tym, że sama wszystko muszę robić i załatwiać te wszystkie dorosłe sprawy. Ale daje radę, nie ma co narzekać.

17. Coś przez co zmarnowałaś najwięcej czasu?
Korki? Kolejki do bufetu? Czekanie na podwózki? Szczerze to ja nie wierze w marnowanie czasu. Wszystko co się dzieje w naszym życiu czegoś nas uczy. No może oprócz korków. Chociaż nawet te uczą nas cierpliwości. Nieudane związki często są traktowane jako zmarnowany czas, ale to też nieprawda. Wszystko czego doświadczamy jest either a blessing or a lesson, co oznacza tyle co, że jeśli coś nam nie wyjdzie, to nas czegoś nauczy. 


18. Jak najlepiej spożytkowałaś swój czas?
Na nauce, ta zawsze popłaca. Jednak czas poświęcony innym, kiedy mogłam pomóc, mimo, że nie dostawałam nic w zamian, a nawet traciłam sprawiał, że czułam się wspaniale. Imprezy to też dobry sposób na spożytkowanie swojego czasu, tak mi się wydaje :) 


19. Najważniejsza rzecz jaką się nauczyłaś.
Ciężka praca się popłaca, tak samo bycie miłym i pomocnym. Także, że co nas definiuje jest to jak traktujemy osoby, które nic dla nas nie mogą zrobić. Nauczyłam się też angielskiego :P i jeździć samochodem, i go tankować (bardzo się tego bałam przez pierwsze tygodnie, nie pytajcie czemu). Tyle innych rzeczy się nauczyłam.. mogłabym pisać bez końca.


20. Opisz te dwa lata w jednym zdaniu.
Przez te dwa lata mojego życia dowiedziałam się tyle o świecie i o sobie, że nie mogę się doczekać na to co przyniosą kolejne lata.
Kyla i Caitlin 

Santa Cruz Boardwalk


UC Berkeley Honors Research Symposium


po obcięciu 10 cm włosów

Graduation Shianny



Rio Del Mar Beach

Coli, Natalia, Shianna, Michel i Anton


Santa Cruz Natural Bridges

Zeszły weekend z Natalia i Shianna

Natalia była tegoroczną exchange studentką w moim high school i się bardzo zaprzyjaźniła z Shianna, jest ze Słowacji.


Zabrałam Shianne na collegową imprezę, to screenshot z Antona story



San Francisco Gay Pride


Jack i Kyla

4th of July
Nina i Caitlin
Nina i Caitlin

wtorek, 25 lutego 2014

Co daje studiowanie za granicą? Czy warto jechać na wymianę?



Podczas gdy mój kot wciska mi się pod pachę, starając się dostać do mojego laptopa i wymusić na mnie odtworzenie jej po raz kolejny filmiku z miałczącymi kotami, co by mogła się na nie gapić i rozmyślać jak się tam znalazły, pomyślałam, że czas na nowy post.

Do rzeczy.

Z punktu widzenia nastolatka, czy rodzica, wymiana licealna lub jakakolwiek forma nauki za granicą ma swoje zalety i wady o których warto wspomnieć. Z punktu widzenia biologiczno-psychologicznego jest ich nawet więcej!

Prawdopodobieństwo, że przeczyłaś dziesiątki postów na różnych blogach poświęcanych wymianie do USA aż w końcu trafiłeś na ten jest przeogromne, a więc postaram się Ci pomóc. :) Dostałam dużo e-maili od was z pytaniem o pomoc przy przekonaniu rodziców by zgodzili się was puścić za granicę do szkoły/ na wymianę. Dużo z was narzeka, że żadne argumenty do nich nie przemawiają więc pozwolę sobie zamieścić swoje. Zacznę od tych gorszych.

Argumenty przeciw:

1.
Tęsknota - Słowo mówi samo za siebie, ale mogę dodać, że nie wszystkich ona męczy jednakowo.

Pierwsze miesiące swojej wymiany przeżyłam w takiej codziennej ekscytacji tym, że jest nowy dzień, że tęsknoty jako takiej nie było wcale. Bardzo mnie to dziwiło i nie dowierzałam w to co się ze mną dzieje (lub bardziej - nie dzieje.)

Jako dziecko, czy nawet nastolatka, tęsknota była jedną z moich słabych stron. Do mamy tęskniłam tak, że było to aż żenujące. A tu proszę, niespodzianka.

Jak teraz o tym myślę to jedyne co przychodzi mi do głowy, oprócz oczywiście faktu, że na początku wszystko jest niesamowicie ekscytujące i nie ma się czasu na tęsknotę, jest racjonalne myślenie, które przynajmniej większości z nas czasem towarzyszy.

Będąc tysiące kilometrów od domu tęsknota wydawała mi się głupotą. Nie mogłam zmienić mojej sytuacji i tego, że co by nie było do domu przez rok nie pojadę. Poco się tyle męczyć żeby wyjechać na wymianę, by potem tęsknić tak, że chcę się wracać? Bez sensu.

Kiedy jednak już zatęsknicie za domem, pomyślcie o tym inaczej. Powtarzałam i będę powtarzać, że tęsknota to nadzieja. Oczekiwanie na to za czym tak tęsknimy owszem boli, ale też motywuje i sprawia, że codziennie rano budzimy się z jakimś tam, lepszym czy gorszym powodem by wstać i przeżyć kolejny dzień.

2. Miejsce pobytu lub ludzie się tam znajdujący nie koniecznie mogą nam pasować.

" -Małe miasteczko nie oferuje tylu atrakcji co duże miasto
-Ciężko jest samemu gdzieś dojechać – trzeba prosić o podwiezienie
-Zasady, sposób żywienia, czy poziom życia u host family mogą się różnić od naszych przyzwyczajeń. " Tą listę argumentów znalazłam na USAADVENTURE

Zgadzam się z tym. Będąc na wymianie masz praktycznie zagwarantowanie mieszkanie w małym mieście. Wady i zalety takiej sytuacji sami znacie. Podwózka - udręka największa, ale da się przeżyć, poważnie. Zasady w każdym domu są inne. Jeśli bardzo nie podoba Ci się sposób życia swojej hostfamily - możesz ją zmienić! Z doświadczenia: Mason gościł exchange studentkę ze Szwajcarii przez kilka miesięcy. Burzliwe życie jego rodziny jej nie odpowiadało i teraz mieszka z kimś innym. Na facebooku wymienców swego czasu toczyła się dyskusja apropo organizacji goszczących i ich podejścia do owych sytuacji. Link do grupy na fb . Moim zdaniem to wszystko zależy od miejsca w którym jesteście. Moja koordynatorka z CHI była bardzo dobra, ale wiem, że inni mają inne doświadczenia z pracownikami CHI.

3. "Przytyjesz" No i nawet jeśli to co z tego? Po powrocie do domu to zgubisz. Większość tego to i tak woda zebrana w organizmie, która jest tam zatrzymana poprzez przesolone potrawy amerykańskie, które sprawiają wrażenie, że puchniesz. Ja nie przytyłam nawet kilograma. Nic specjalnego nie robiłam w tym celu. 

4. Powtarzanie klasy w liceum lub czasochłonne nadrabianie zaległości. Coś za coś. Przygoda życia vs. "rok w plecy" w polskiej szkole - (który otworzy Ci oczy na świat i samego siebie).


5. Cena. Nie każdego na to stać. Istnieją jednak opcje tańsze, lub nawet darmowe - jak stypendia. Po inspiracje czy pomoc zapraszam tu > http://american-swiss.blogspot.com/

Nic więcej nie przychodzi mi go głowy co do wad, które naprawdę są  uciążliwe do tego stopnia, że warto o nich wspomnieć.

Teraz to co bardziej was interesuje, mianowicie,

Argumenty za:
1.  Po pierwsze oczywiście znajomość języka angielskiego,  (która w tych czasach nie jest już plusem, a wymogiem dla waszych przyszłych pracodawców) ZNACZNIE SIĘ POPRAWI. W wielu przypadkach nawet udoskonali, bo zdaję sobie sprawę z tego, że wielu z was jest już na wysokim poziomie tego języka.
Po kilku miesiącach bez problemu będziecie się porozumiewać po angielsku jak mistrzowie.

2. Przygoda życia, której nigdy nie zapomnicie. I uwzględniam tu wszystko co podczas tego roku wywołało uśmiech na waszych twarzach. Czy była to chociażby wyprawa w góry Colorado z grupą ze szkoły, do oceanu podczas Skip Day, znaku Hollywood, czy najwyższego budynku miasta takiego jak NY, nie mógłbyś tego doświadczyć inaczej jak dzięki wymianie. Może jakaś nowa miłość? ;) Albo przyjaźń do końca życia i jeszcze dłużej. Kto wie kogo poznasz! Prom, Football Games, Cheerleaders, pączki czy szejki o najpyszniejszych smakach - typowe amerykańskie oczekiwania będą na Ciebie czekać razem z szafką, której nie da się otworzyć w High School, pełnego nauczycieli których obchodzisz Ty i Twoje życie.

3. Znajomości nie tylko te do końca życia ze swoją host rodziną, ale też te międzynarodowe. Pamiętaj, że będąc na wymianie poznajesz nie tylko amerykaninów, ale także innych exchange studentów. Z tej okazji ja, osobiście znam osoby z najróżniejszych zakątków świata. Począwszy od innych krajów Europy (Portugalia, Włochy, Chechy, Francja...., poprzez południową Amerykę - kolumbijczyków, brazylijczyków, przez samą Azję, jak Tajwan, Mongolia czy Japonia aż po Australię i Nową Zelandię. Uwierzcie mi, to wspaniałe poznać ludzi z kulturą tak odmienną od Twojej.

4. Dojrzejecie. Tutaj nie ma już LAUNDRY FAIRY, sami robicie sobie pranie, płacicie rachunki za telefon, załatwiacie sprawy w banku lub u lekarza. Uczycie się samodzielności.

5. Lepsze rozumienie ludzi, świata. Np, dlaczego w USA nastolatkowie mają obsesje na punkcie mienia chłopaka/dziewczyny? Są "samotni", mają wielu znajomych, ale potrzebują kogoś kto będzie tylko ich. Czy rasizm lub homofobia naprawdę istnieją, czy my to kreujemy? Nasze oczy otwierają się na wiele aspektów życia codziennego o których nie pomyśleliśmy sami z siebie w Polsce, tzn, przynajmniej nie ja.

6.  No i najważniejsze jak dla mnie. MASA nowych możliwości. Począwszy od uprawiania najróżniejszych sportów czy brania udziału w sztuce teatralnej poprzez odkrywanie nowych zainteresowań i pasji, aż po nowe możliwości edukacyjne. 

Ja dzięki wymianie zrozumiałam, że chciałabym studiować procesy zachodzące w mózgu. Udało mi się to dzięki Psychologii i wycieczce do Szpitalu Psychiatrycznego w Napa, Kalifornii.

Postanowiłam zostać tu na studia i przekonać czy to na pewno to, czego chcę. Zawsze wydawało mi się, że przedmioty ścisłe nie są dla mnie. chemia, biologia czy anatomia to był koszmar, którego nigdy nie miałam zamiaru doświadczać w jakiejkolwiek formie z własnej woli.

Wszystko się zmieniło właśnie dzięki wymianie.

Cabrillo College, który przyjął mnie tylko dlatego, że zdałam egzamin GED podczas wymiany uświadomił mi tak wiele.

Obecnie jedne z moich zajęć to Psychologia Biologiczna, inaczej zwana Neurologią Behawioralną.
Bałam się tego kursu histerycznie. Po przejrzeniu książki pamiętam, że złapałam się za głowę i klnełam do siebie przekonana, że na pewno sobie NIE poradzę. Grunt to optymizm, nie?

Właśnie otrzymałam wynik mojego pierwszego egzaminu - A. Quizy również ze średnią A. Dwa lata temu jakby mi ktoś powiedział, że nauka procesów chemicznych zachodzących w najróżniejszych, najmniejszych częściach układu nerwowego będą mi sprawiały frajdę to bym się kłóciła, z pewnością.

Cała ta biologia i chemia której się uczę sprawia mi po prostu przyjemność. Polska szkoła dała mi do zrozumienia, że nie nadaje się do niczego co jest przedmiotem ścisłym. Ja oczywiście sobie nie pomagałam idąc do liceum z raczej humanistycznymi rozszerzeniami lub wiecznym narzekaniem na chemie, fizykę czy matmę, bez specjalnych starań głębszego zrozumienia tego. Wymiana dała mi drugą szansę na odnalezienie tego co mnie interesuje.

Obecnie rozważam aplikowanie do programu radiologicznego w szkole. Radiologist Technican degree prosto z Cabrillo. Da mi to możliwość pracowania jako radiolog tuż po Junior College! Oczywiście, na tym nie poprzestanę. Planuje mój transfer zrobić nie poprzez kierunek Psychologii, jak wcześniej planowałam, a Neurologii. (Tutaj jest opcja szkoły medycznej której boje się bardzo i próbuje ominąć, co się nie uda) - Finalnie zostając neuroradiologiem. Jest to świeży pomyśl, który możliwe, że się zmieni.

Konkludując,

Wymiana nie tylko da Ci możliwość trenowania jako czirliderka czy spaceru po moście Golden Gate, ale także nauczy Cię tak wiele, że sam w to nie uwierzysz. Może również odkryjesz kierunek w którym chcesz podążać w przyszłości?

Z punktu widzenia biologicznego. Stymulacja, "ćwiczenia" mózgu, wiadomo, są ważne. Jak lepiej ćwiczyć lewą półkulę niż poprzez zostanie osobą, która jest dwujęzyczna?! Lewa część mózgu odpowiada za logiczne procesy myślowe, to ta "ścisła" część, która jest również odpowiedzialna za język, mowę. To chyba wiedza ogólna, wiesz to Ty i ja. Ja zgaduję, lub mam nadzieje, że dzięki posługiwaniu się dwoma językami lepiej mi się myśli. Jak już mówiłam, zauważyłam u siebie znaczną poprawę w rozumieniu przedmiotów ścisłych, logiki czy samej matematyki! Tak jak w Polsce w liceum byłam laikiem, który nie przywiązywał znacznej uwagi do tego, czego się uczył, tak tutaj... coś mi się stało i stałam się osobą, która nie jest zadowolona z wyniku egzaminu ponieważ było to 94%, a nie 100. Próbowałam sobie to wytłumaczyć i wszystko zwaliłam na moją lewą półkulę mózgu, może i błędnie. Ważne, że mam winowajcę.

A więc czy warto? WARTO. 

Trzeba jednak pamiętać, że wyjazdy tego typu nie są dla wszystkich. Czy dasz sobie radę z kompromisami życia na obczyźnie wiesz tylko Ty. Nie zawsze będzie kolorowo, Twoje podejście to 80% sukcesu.