niedziela, 8 grudnia 2013

College

Hejka,

Po pierwsze chcialabym bardzo podziekowac za ciagle wchodzenia na mojego bloga mimo, ze kompletnie nic na nim nie pisze od czasow pojawienia sie postu o moich wakacjach w polsce.

Dostaje wiecej maili niz mam czas odpowiadac o tym jak mi tutaj teraz jest, a wiec, z racji tego, ze najwazniejszy czas na zostawianie istotnych spraw na ostatnia chwile nastal wlasnie teraz, a dokladnie za tydzien mam FINALS, to czemu by nie napisac notki...?

Tak, na studiach tez sa finals. Nie wiem czy to odowiednik sesji czy kolokwiow czy czegotam bo szczerze, nie mam zielonego pojecia jak to wyglada na studiach w polsce, ale tutaj to po prostu egzamin, ktory jest wart z reguly 30% twojej oceny z przedmiotu.

Moj kierunek to obecnie psychologia blizej nie sprecyzowana, bo jestem FRESHMAN! :) czyli pierwszakiem w undergraduate school. Specializacje wybiera sie w graduate szkolach, na ktorych dostaje sie masters degree. Trwaja one uwaga od 2 do 7 lat... Czyli 4 lata licencjatu i kolejne milion na magistra i doktora, ktorego ja potrzebuje.

Obecnie moj plan zajec wyglada nastepujaco:

W poniedzialki i srody ( 11:10 - 12:30) mam zajecia z Sociologi, ktore nazywaja sie Introduction to Gender. W zyciu nie poznalam tylu homosexualnych, trans, asexualnych czy blizej niesprecyzowanych osob jak podczas tych zajec. Moj profesor, kochana Jackie Logg, rowniez uwaza sie za gender queer. Jest wspaniala. Do tego chodzila do mojego Calaveras High i jest dawna przyjaciolka mojej host mamy Tiny!

Zajecia skladaly sie oczywiscie z wykladow, cotygodniowego eseju o czyms, co mielismy przeczytac w danym tygodniu. Z reguly bylo to od 5 do nawet 15 stron artykulu na najrozniejsze tematy zwiazane z plcia. Musielismy takowy dac do sprawdzenia w kazdy poniedzialek. Do tego na kazda srode musielismy przeczytac rozdzial ksiazki, ktora nazywala sie " My gender Workbook " Jesli mnie obserwujecie na instagramie to wstawilam jakis czas temu zdjecie z poczatku tej ksiazki, ktory powiedzial "fuck theory" i wlasnie tak streszcze ta ksiazke. Teorii nie bylo, byla praca nad soba i swoja sexualnoscia. Dla mnie to bylo dosc frustrujace poniewaz swojej plci czy orientacji jestem pewna, ale wiem, ze dla innych byla ona duza pomoca.
Mialam tylko jeden egzamin, ktory skladal sie z kilkudziesieciu pytan zamknietych, kilku pytan otwartych "short essay" i 3 normalnych dlugich esejow. dostalam A :) Ogolnie ze wszystkich cotygodniowych wypracowan dostalam 10/10, tylko z dwoch 8/10. Z pierwszego, bo przeczytalam nie to co trzeba bylo.............. i z jednego, ktory napisal mi Mason :P  Czemu? Mialam nastepnego dnia duzy midterm z psychologii i nie nadazalam z nauka. 

Ogolnie bardzo, ze tak powiem, wyczilowane zajecia. Lecture czyli wyklady bardzo interesujace i przepelnione dyskusjami. Zero stresu. 

Dzieki tym zajeciom baaaaarzo otworzyly mi sie oczy na swiat wczesniej mi nieznany, a jednak tak ogromny. Jak pierwszy raz uslyszalam, ze istnieje wiecej niz dwie plcie to nie moglam sie otrzasnac pare tygodnii.

Rowniez w poniedzialki i srody mam psychologie. (12:40-2:30) Mialam tam do tej pory 3 egzaminy, tak zwane "midterms" i wszystkie trzy byly tak dlugie, ze marwy mozg gwarantowany. Kazdy midterm to okolo 4 rodzialy materialu z wykladow. Pierwszy moim zdaniem byl najtrudniejszy i dostalam B. Drugi jak dla mnie byl najlatwiejszy i rowniez dostalam glupie B.... a trzeci byl trudniejszy niz drugi, i dostalam A... nie rozumiem jak to sie dzieje. Moja pani profesor, ktora przy okazji jest absolwentka Stanfordu, ma taka zasade, ze pod koniec sesmestru mozesz podniesc sobie ocene o jeden jesli caly rok jestes aktywany w dyskusjach, zdobywasz wszystkie mozliwe extra credity i przygotujesz research, czyli badanie..? Wlasnie sobie przypomnialam, ze mialam to zrobic na jutro. Extra credity inne mam wiec na pewno dostane A na koniec. Moja mala grupka, ktora siedzi na samym srodku auli jest bardzo aktywna. Czasem mi sie zdaje, ze zadajemy za duzo pytan i mamy za duzo wlasnych opini haha... z jedna z kolezanek Brooke, zapisalysmy sie na kolejne zajecia razem bo zawsze bylysmy studying buddies.
Kazdy egzamin to 20% oceny koncowej no i final 30% .10 procent to wszystko inne wiec lepiej sie zabiore za to badanie...

We wtorki i czwartki mam ART. (9:00-12:05) Pewnie sie zastanawiacie WTF dlaczego chodze sobie na plastyke na studiach. A wiec, zeby dostac wystarczajaca ilosc kredytow do transferu musze takze miec elective classes, czyli takie dodatkowe zajecia nie zwiazane z kierunkiem.
Myslalam, ze bedzie lajtowo, porysuje pare godzin rano i tyle.... blad. Tyle co ja musialam zrobic na te zajecia to nigdy nie musialam zrobic przez wszystkie lata mojego zycia. Co tygodniowe prace domowe, ktore zajmowaly mi godziny mojego zycia to jakas tragedia. Niedawno oddalam swoje portfolio czyli 10 prac, ktore robilismy na zajeciach przez pol semestru i na szczescie dostalam A, ale ciezko bylo bo kazda kreska, linia czy niedopelnienie cieniowanie to punty minusowe. Moj bardzo dobry kolega Matt, ktory swoja drogi nakreca najsmieszniejsze VINEy dostal B bo brakowalo jakiejs lini. Portfolio to 60% oceny wiec on na pewno nie bedzie mial juz A na koniec. Biednyyy. Narzekam na to art i narzekam, bo zajecia sa na prawde zbyt intensywne jak dla mnie bo nie studiuje sztuki, ale tak szczerze mowiac to bardzo duzo sie nauczylam. Rysowanie z perspektywy, tuszem, milionami roznych olowkow, innych rzeczy co nie mam pojecia jak sie nazywaja po polsku, weglem, klejem i innymi rzeczami bylo w sumie calkiem ciekawe. Nasz final to 20 godzin pracy nad dowolna technika rysunku, czyli kilka prac robionych ta sama technika i jakis esej wiec nie jest zle.

Moja art professor jest jak typowy artysta. Chodzi w hawajskich koszulach, czapkach, dzinsowych kombinezonach i bez butow. Dodatkowo kaze nam sie rozgrzewac jak na wuefie co jest przekomiczne. Poznalam tam super ludzi, wiec az tak bardzo sie nie nienawidze za zapisanie sie na te zajecia.

Dodatkowo we wtorki mam zajecia CG51, ktore sa jakby "godzina wychowawcza" dla wszystkich international studentow, ktorzy zaczeli nauke w Cabrillo tego samego semestru co ja. Moja international cousuler jest polka, nazywa sie Anna Zagorska i jest swietna! Czasem tylko nie wiem po jakiemu z nia rozmawiac bo jej obojetnie i sie denerwuje. To takie zajecia, ktore zapoznaja nas z calym prawem imigranckim, jak wyglada college w usa, jakie mamy prawa itp, bardzo przydatne.

W czwartki od 12:40 to 15:05 mam matematyke. Statystka i Prawdopodobienstwo. Sa to "hybrid" zajecia, czyli mamy zajecia tylko raz w tygodniu, a wszystko inne jest online. Wszystkie moje prace domowe sa online, mamy swojego matematycznego facebooka, na ktorym zadajemy sobie i naszej pani profesor pytania i ogolnie jest cacy. Moja overall grade tam jest teraz B i zobaczymy co mi przyniesie final. (Juz w duchu placze) Szczerze mowiac to podobaja mi sie internetowe prace domowe bo zawsze jesli chce dostac dobra ocene musze je odrobic. Mam 100% ze wszystkich wiec jak widac dziala. Mamy tez pisemne prace domowe co kilka tygodni, ktore skladaja sie z okolo 50 zadan wiec nie jest tragicznie, no i oczywiscie egzamin co miesiac. 

Nigdy w zyciu, z reka na sercu sie tyle nie uczylam. Nawet jesli kiedys uwazalam, ze sie duzo oczylam (na pewno nie w liceum hehe) to teraz ucze sie milion razy wiecej. Ale oplacilo sie bo okolo misiac temu dostalam sie do HONORS PROGRAM!!! :) Z kilkudziesieciu tysiecy ludzi na mojej uczelni tylko okolo 50 osob w nim jest. Zeby byc czescia tego programu trzeba miec bardzo dobre oceny no i zlozyc aplikacje. Aplikacja skladala sie z eseju i listu motywujacego od jednego z profesorow uczelnii.

Co to Honors Program i co mi to daje?

Daje mi to mozliwosc zapisania sie na HONORS zajecia, ktore sa trudniejsze (woo-hoo, ale super nagroda!!) Jesli uzbierasz 15 honors credits, a z reguly jedne zajecia to 3 kredyty to konczysz szkole z honors dyplomem. Honors uczniowie maja pierwszenstwo przy przenoszeniu sie dalej na uniwersytety i daja duza wieksza szanse przyjacia do takich szkol jak np UCLA. (czyli szkol, ktore przyjmuja bardzo malo osob i sa bardzo dobre).

Do tego mozesz uczestniczyc w Honors Symposium. Jest to wydarzenie na miare stanowa. Polega ono na przeprowadzeniu badania na dowolny temat a potem zaprazentowaniu tego na uczelni STANFORD lub UC BERKELEY (bardzo dobre szkoly) przed publika ludzi z addmision ( Ci co przyjmuja do tych szkol ) i innych osob. Nie wybieraja wszystkich ludzi, ktorzy sie zglaszaja, ale tych z najciekawszymi badaniami. Ja juz na swoje mam pomysl i niedlugo pewnie wam go przedstawie. A przeszlych/terazniejszym exchange studentow nawet poprosze o pomoc.

Moj plan zajec na nastepny semestr, ktory zaczyna sie pod koniec stycznia, jest jeszcze niepewny. Nie moglam sie zapisac na chemie poniewaz wszystkie klasy byly juz pelne w dniu mojej rejestracji (Kto dluzej jest w szkole ma szybsza rejestracje na zajecia).

Jestem wiec na liscie rezerowej chemii
Jesli nie uda sie wskoczyc na liste tych zajec, to zamiast chemii zapisalam sie na Bio Psych czyli Neurologie Behawioralną, na ktora jestem super podekscytowana!!! Bedzie troche straszne bo profesor tych zajec robi testy co tydzien, ale dam rade. Przymajniej bede sie systematycznie uczyc do egzaminow.
Dodatowo zapisalam sie na Historię Sztuki (odgórny wymóg przy zdobywaniu General Education), filozofię (też wymóg), Sociologię Honors no i jestem też na liscie rezerwowych Personal Health. 
Żeby miec powod do wstawania z lozka w dni, kiedy nie mam zajec bede miala Jogę i może samoobronę.
Ogólnie studia są fajne. W reszcie ( w wiekszosci ) mogę się uczyć tego czego chcę i sprawia mi to z reguły przyjemność. W sumie to uczę się ciągle i troche nie mam życia ale tak bywa. Jeśli chcę się przeniesc w dwa lata do prestizowego uniwerku to musze sie spiac.

Obiecuje, że będę teraz częściej pisać i następnym razem dodam zdjęcia i napiszę trochę wiecej co u mnie, a nie jak tam szkola, 

Trzymajcie sie i starajcie sie nie zamarznac. BUZIAKI :*

11 komentarzy:

  1. O tak, prosimy o więcej wpisów ! :)
    I rzeczy dotyczące szkoły też są fajne.
    Cieszę się że wróciłaś. ; D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć, chyba jeszcze nigdy nic nie komentowałam, ale lepiej późno, niż później :). Strasznie Ci gratuluję dostania się na uczelnię w USA. Ja też kiedyś, już dość dawno bo w roku szkolnym 2009/10 byłam na wymianie, teraz na wakacjach pracowałam na campie, planuję to samo za rok, za dwa a po studiach, które kończę w Polsce, planuję się przeprowadzić za Ocean. Zobaczymy jak się życie ułoży, ale jeżeli będę jakoś mogła pomóc w Twojej pracy, to bardzo chętnie to zrobię. Dodawaj jak najwięcej zdjęć, uwielbiam śledzić losy wymieńców. Pozdrawiam! Trzymaj się mocno, wiem jak się tęskni w okolicy świąt za domem!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć.:) Dobrze, że powróciłaś, na każdy post czekam z niecierpliwością.:) Tak to już jest, że lubimy sobie poczytać o innych ludziach i pomarzyć co by było gdyby..:) Gratuluję Ci strasznie tego wszystkiego co udało Ci się osiągnąć i powodzenia. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Może nagraj filmik ? Nie będziesz musiała dużo pisać a my chętnie posłuchamy! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. pisz jak najczęściej - super się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. świetnie piszesz i mimo iż nie znam cię osobiście tylko śledzę twoje losy poprzez tego bloga to jestem z ciebie mega dumna!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspolczuje Ci tych zajęć gender :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Te zajecia byly bardzo interesujace i informujace. Jedne z moich ulubionych z calego zakresu zajec jakie mialam. Byloby super gdyby wszystkie uczelnie oferowaly takie zajecia i uczyly ludzi tego czego nie znaja, a oceniaja. Na Twoim miejscu zamiast wspolczuc to bym zazdroscila, ze o wiele wiecej wiem o swiecie i otaczajacych mnie ludziach ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń